Koniec zawsze oznacza nowy początek .

Moje szczęście  :) zdjęcia  bez ładu i składu:)



      
 
      Święta ,święta i po świętach . Minęły nam bardzo spokojnie i rodzinnie.Aż ciężko wrócić  na normalne obroty :)Dzieciaki idą do szkoły  7 stycznia ,  to dobrze.Dawid i Natalia  znowu przeziębieni .Myślę że nie zwariuję od : nie bijcie się , nie zabieraj  tego ,zostaw ją, bawcie się ładnie.U nas  czasy spokoju już dawno minęły :)  Wiedzą   to Ci  , którzy  mają  więcej niż jedno dzieciątko:)Wczorajszy wieczór jednak  ,o dziwo  był bardzo spokojny .Mogłam więc pomyśleć o mijającym roku  i latach wcześniejszych . Każdy człowiek jest inny , wszystko przeżywa inaczej , mamy zupełnie inne potrzeby ,historie ,  plany . Dla jednych codzienność to walka o każdy dzień , dla  drugich wydawać by się mogło miód z nieba kapie.
            Mąż mój wychodzi rano  , wraca późnym wieczorem i do  późna w nocy wykańcza  nasz dom .Mogła bym narzekać , że ciągle zarobiony  , że czasu dla nas nie ma , że  cały czas szybko , że zawsze jest coś do skończenia .Wiem jednak ,wszystkiego mieć nie można , Że jeśli chcemy mieć dom i mamę w domu , to ktoś musi pracować za dwoje. Wiele wyrzeczeń nas kosztuję , nie tylko finansowych . On  i tak stara się jak tylko może  , by dzieci nie czuły jego braku.Jestem szczęśliwa , że w tym całym swoim pośpiechu  , znajduje czas na przeczytanie dzieciakom choćby kawałek bajki .Że w  każdą  niedzielę otwieram oczy  ,widzę dwie małe uśmiechnięte buźki :). Wiercą się pod kołdrą ,,Mamusiu psytulis się do mnie" ,  ,,daj mi mlecko" , ,,Tatusiu obudź się ,pobawisz się z nami".
             Cieszę   się ,  że dzieci zdrowe że nie muszę po szpitalach jeździć , że JE MAM bo diagnoza była inna .Cieszę się ,że po nie przespanej nocy  bo lisek przyjdzie wstaję , mam gdzie i dla kogo posprzątać ,ugotować ,uprać , pobawić się ,odrobić  zadanie domowe.....
              Że nogi dwie zdrowe , bo dwa miesiące unieruchomiona musiałam  liczyć na czyjąś pomoc .Mamo dziękuję ,  nie dała bym rady bez Ciebie .Że  każdego dnia dzieje się coś ,przez co uśmiecham się od ucha do ucha   . Że gdy dzień przytłacza bo i takie są  mogę się wypłakać , pomarudzić a i  rade usłyszę że życie się nie kończy , że damy rade razem damy .
             Życie każdego wygląda  inaczej a jednak bardzo podobnie.  To czy jesteśmy szczęśliwi zależy od naszego  nastawienia i spojrzenia na daną sytuację . Podsumowując ten mijający rok ,to było w nim  o   wiele więcej dobrego niż złego .
Dobre:
-dzieci mniej chorowały,
-Dawidek już w zerówce:),
-Natalka  poszła do przedszkola,
-wprowadziliśmy się do naszego własnego domku,
-dołączył do nas Maksiu,
-blog:)

Złe:
-choroba  w bliskiej rodzinie (na szczęście najgorsze za nami),
-złamałam nogę.
 Kolejny myślę będzie  jeszcze lepszy ,  bo już zupełnie na własnych śmieciach:)

                                              Chciałam Wam już teraz życzyć,
                                             dużo szczęścia w nowym roku,
                            by wszystko co tam sobie zaplanowaliście, zostało zrealizowane.
                                            Byście każdego dnia przyszłego roku,
                              budziły się z uczuciem że jesteście we właściwym miejscu !!!
             
                                                                                    Sybilla
Muszę przyznać że z ortografii miałam pałę :) więc przepraszam jak by się tam ktoś czegoś doszukał:)

Może kiedyś zaczniecie komentować:)Było by mi bardzo miło:)
                                                       
                                                                                        
                                                     

3 komentarze:

  1. Witam! Jak czytam Twój post, to tak jakbym czytała o sobie i swojej rodzince. Też mam dwoje dzieci (dwie dziewczynki w wieku 5 lat i 1,5 roku) i doskonale wiem co znaczy mieć niezły rozgardiasz w domku, zapracowanego męża, który wieczorami wraca do nas ledwo powłócząc nogami. Czasami też się buntuję, bo pomimo, że ja również pracuję, to muszę po pracy ogarnąć dom, dzieciaki, jakiś obiad...Z drugiej strony wiem, że mojej pracy (na etacie w państwowej firmie) nie można porównać do działalności prowadzonej przez mojego męża, gdzie każdą zł trzeba dosłownie "wyszarpać", do tego Zus,inne opłaty, itd... Eh, żeby jeszcze dzieci były zdrowe (kto ma dzieci ten sam wie - jedno zaraża drugie) Ale nie ma co marudzić, trzeba cieszyć się z tego co jest, jak się rozejrzy wokół, jakie inni ludzie mają problemy, to stwierdzam, że ja tak naprawdę mam super życie (kochającego męża, super dzieci,domek, pracę..., więc czego chcieć więcej? I właśnie tego Ci życzę Sybilko, żeby w tym nowym roku nie było gorzej (i to już będzie sukces), mnóstwo zdrówka dla całej rodzinki, szczęścia, miłości, wiary, uśmiechu na każdy dzień i spełnienia marzeń :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi Madziu , że chciałaś się ze mną podzielić kawałeczkiem swojego życia:) Tak jak napisałam niby każdy ma inne problemy,kłopoty a jednak bardzo podobne :) Zawsze jednak trzeba szukać tych pozytywnych stron ,ja uczę się tego każdego dnia. U mnie była próba powrotu do pracy ,jednak zupełnie nie dawaliśmy sobie rady . Dzieciaki niedopilnowane ,mąż głodny itd:))))Może gdybym mogła trochę krócej pracować, też miałam swoją działalność . Sama napisałaś jak to jest.Ciebie bardzo podziwiam , za to że każdego dnia zostawiasz dziewczynki ,(pewnie mała nie jest zadowolona)idziesz do pracy i masz jeszcze siłę na codzienne czynności.Naszą rutynę doceniamy dopiero ,gdy coś się dzieje nie tak ,a nie powinno tak być !!!Żyjmy ,kochajmy tak jak by jutra miało nie być:)Macierzyństwo to bardzo trudna praca ,ale jakże przyjemna.Dziękuję za życzenia .Pozdrawiam i zapraszam częściej:)

      Usuń
  2. Trafnie to ujęłaś :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz.
Pozdrawiam Sybilla.

Copyright © 2016 Domek za lasem , Blogger